Rzepa – cudowne warzywo na wiosnę

Rzodkiew i czarna rzepa to wspaniałe warzywa korzeniowe z rodziny rzepowatych ciągle niedoceniane przez Polaków. Warzywa te doskonale się sprawdzają przy schorzeniach wątroby. Czarna rzepa była uprawiana i spożywana powszechnie przez naszych przodków. Współcześnie rzodkiew i czarną rzepę wyparła rzodkiewka w różnych odmianach. A szkoda, bo rzodkiew i czarna rzepa to wartościowe warzywa, które nie tylko żywią, ale także leczą. Rzodkiew pochodzi z Bliskiego Wschodu, są wzmianki, że nawet z Chin. Warzywo to szybko się rozprzestrzeniło i było najpierw uprawiane na południu Europy i w krajach śródziemnomorskich. Później zawędrowała do całej Europu. Zaletą tego warzywa jest to, że uprawia się je tylko i wyłącznie w gruncie. Czarna rzodkiew jest poplonem, zbiór następuje jesienią. Warzywo to ma bardzo małe wymagania pokarmowe. Prostota uprawy i duża odporność na choroby i szkodniki sprawiły, że bez problemu można ją uprawiać w ogródkach, na działkach itd. Obecnie czarna rzodkiew jest warzywem coraz rzadziej używanym w kuchni oraz domowych kuracjach. A szkoda, bo nie ma cenniejszego warzywa, które by tak skutecznie oddziaływało na wszelkie schorzenia wątroby.Natomiast czarną rzepę w Polsce uprawia się częściej na paszę niż warzywo. W innych krajach, szczególnie we Francji, jest to bardzo cenione warzywo.  Zawiera dużo beta-karotenu, witaminy B-1, B-2, C oraz wiele soli mineralnych. Oba warzywa cudownie działają na wątrobę. A zdrowa wątroba, to m.in. skuteczne zabezpieczenie przed nowotworami. Popularny lek na wątrobę Raphacholin” to wyciąg z czarnej rzepy.

Wiosenne oczyszczanie

Czy wiesz, że istnieje naturalna szczepionka na większość  przypadłości, dolegliwości i chorób, jakie nas dziś trapią? Jest nią radykalne i konsekwentne – przynajmniej raz w roku – oczyszczenie organizmu z zalegających toksyn!! Czy chcesz poznać sekret ZDROWIA? Oto on: ZDROWIE – to  pełna równowaga środowiska Twojego organizmu ze środowiskiem zewnętrznym. Aby tę równowagę i harmonię osiągnąć musisz pozbyć się całego balastu toksyn, które zalegają w Twoim organizmie. Gromadziłeś je przez całe Swoje życie. To one właśnie przyczyniają się do licznych Twoich niedomagań i chorób, a także życia smutnego i niespełnionego. Weź swoje zdrowie w swoje ręce. Nie ma lepszej szczepionki przeciwko wszelkim chorobom niż skuteczne odtrucie (oczyszczenie) organizmu. Nie ma też lepszego lekarstwa na choroby, z których chcemy się skutecznie wyleczyć. Zapraszam na dwunastodniowe warsztaty makrobiotyczne, które sprawią, że nauczysz się żyć innym życiem.  Nauczysz się również diametralnie inaczej odżywiać – zgodnie  z porami roku i prawami Natury. Obiecujemy Ci, że potrawy, które odtruwają, leczą, odmładzają, przedłużają życie i odchudzają – są również bardzo smaczne. Decyzja należy do Ciebie. A każda prawdziwa decyzja to działanie.   Działanie tu i teraz. Zapraszamy na wiosenne warsztaty makrobiotyczne oczyszczające (odtruwające), odchudzające i rewitalizujące to operacja bez skalpela. Operacja łagodna i naturalna, bez skutków ubocznych. Warsztaty są przeznaczone dla wszystkich bez względu na dotychczasowy sposób odżywiania.Terapia polega, na odpowiednim – diametralnie  innym niż jest obecnie przyjęty – sposobie odżywiania (dieta makrobiotyczno-wegańska z elementami monodiet zbożowych i głodówek). Dzięki w miarę radykalnej zmianie sposobu odżywiania zapoczątkujesz zmiany na poziomie fizjologicznym, emocjonalnym i mentalno-duchowym. A to z kolei sprawi, że wzrośnie Twoja indywidualna odporność na większość  niedomagań i chorób. A o pełnię zdrowia nam przecież wszystkim chodzi.

Czas na kiełki

Kiełki, mają swój czas. Właśnie teraz powinniśmy się zacząć nimi raczyć. Nie jesienią, bo wtedy jest mnóstwo sezonowych warzyw i owoców i nie ma potrzeby, aby wspomagać organizm dodatkowo kiełkami. Z tych samych powodów nie powinniśmy ich spożywać wczesną zimą. To koniec lutego rozpoczyna sezon kiełkowy. A kiełkować można wszystko, co rośnie i jest zjadliwe, w tym strączkowe i zboża. Bardzo zdrowe i smaczne kiełki wychodzą z rzeżuchy, lucerny, rzodkiewki, brokuła, fasolki mung, azuki, soczewicy, ciecierzycy, siemienia lnianego, gorczycy, sezamu itd.. Wręcz cudowne właściwości mają kiełki ze zbóż. Rewelacją ostatnich lat są kiełki pszeniczne. Kuracja nimi rewitalizuje i odmładza organizm, szczególnie w połączeniu z pewnymi roślinami dziko rosnącymi. Kiełki mają jeszcze jeden walor – możemy je samodzielnie wyhodować. Czy zatem nie mają żadnych wad? W starożytności mawiano, że każdy przód ma swój tył, czyli wszystko, co ma zalety – posiada również wady. Wielu naturalistów – i ja do nich należę – przestrzega przed nadmiernym objadaniem się kiełkami. Kiełki mają być małym dodatkiem do naturalnych  posiłków, a nie zastępować posiłki. Powinno się je zjadać w ściśle określonym czasie, najlepiej na przednówku, czyli teraz. I rzecz najważniejsza: kiełki to potężna, ekspansywna energia, która stymulująco oddziałuje na cały organizm, na wszystkie komórki – w tym również na komórki zmutowane (np. nowotworowe) pobudzając je do wzrostu. Dlatego kiełki – TAK, ale w małych ilościach, niezbyt często i tylko przez pewien czas.

Maki kaszi – to jest to

Kaszi to spolszczona wersja maki sushi. Sushi to narodowa potrawa japońska, która w Europie i Polsce na dobre się już zadomowiła. Sushi występuje w różnych postaciach. Najbardziej popularne to maki sushi, które sporządza się w ten sposób, że na glon nori kładziemy warstwę ugotowanego ryżu, na wysokości 1/3 od dołu zaznaczamy wyraźny rowek w który wkładamy drobne paseczki ugotowanej marchwi, cebuli, ogórka kiszonego (można z powodzeniem używać innych warzyw gotowanych i kiszonych, np. seler, brokuł, kapusta kiszona, grzybki marynowane itd.) przyprawiamy sosem sojowym, pastą miso (może być dobra musztarda, chrzan itp.). Górny brzeg pozostawiamy wolny i smarujemy go ciepłą wodą, zwijamy nori z ryżem w rulon i sklejamy. Odstawiamy na pewien czas, po którym kroimy rulon na kilka równych kawałków. A maki kaszi to nasza, rodzima wersja sushi. Ryż możemy zastąpić naszą kaszą jaglaną, gryczaną, a nawet pszenicą, sushi na tym nie straci, a my uzyskamy nowe, niekiedy zaskakujące swym wyrafinowaniem smaki. Wspaniała potrawa w podróży, do szkoły, pracy, na wypad za miasto, na majówkę. Polecam.

Potrawy na mroźną zimę

Zupa grochowa z kaszą jaglaną- jeżeli chcemy mieć 3 litry  smacznej i pożywnej, a przy tym bardzo zdrowej, zupy grochowej – to weźmy 350 g całych ziaren grochu, 2-3 marchewki, pietruszkę z natką (w sezonie) i seler. Groch namaczamy najlepiej na noc, a na drugi dzień gotujemy do miękkości z dodatkiem 2-3 cm glonu kombu. Gotujemy także obrane lub tylko umyte i pocięte warzywa z dodatkiem 2-3 cm glonu wakame. Następnie łączymy ugotowany groch z gotowym wywarem. Pod koniec gotowania dodajemy 1,5 łyżki stołowe sosu shoyu, zmiażdżone 2 ząbki czosnku, sól, pieprz i gotujemy jeszcze 5 min. Gdy chcemy mieć bardziej aromatyczną grochówkę to doprawiamy ją: majerankiem, cząbrem i tymiankiem. Po przestudzeniu zupę miksujemy i serwujemy w głębokim talerzu z kaszą jaglaną koniecznie ugotowaną z glonami wakame. Z kaszy robimy wyspę i zalewamy zupą krem. Jest to potrawa na zimne i bardzo zimne dni stycznia i lutego, a podobno takie idą. Potrawę wymyśliły: Iza Dobrosielska z mamą z Warszawy. Życzę smacznego.

 

Co jeść w styczniu i zimą?

Co jeść w styczniu, w jednym z zimowych miesięcy, aby nie chorować, mieć doskonały humor i cieszyć się pełnią życia? Przede wszystkim ziarna zbóż i grube kasze. Podstawą zrównoważonego odżywiania i życia zimą (np. w styczniu) są pełne ziarna zbóż (ryż, pszenica, orkisz, owies, jęczmień, żyto, kukurydza, a także amarantus i quinoa), grube kasze (kasza jaglana, gryczana), a także kremy z nich, płatki zbożowe, drobniejsze kasze i kaszki, mąki razowe i pieczywo z mąk razowych pieczone na zakwasie (najzdrowsze jest 2-3 dniowe). W styczniu preferujemy zboża i kasze jang, czyli: owies, grykę, proso i najbardziej zrównoważone, czyli ryż i np. orkisz. W styczniu możemy jeszcze cieszyć się w miarę pełnowartościowymi warzywami korzeniowymi i nadziemnymi. Skończyły się warzywa liściowe (oprócz jarmużu). Co najwyżej możemy cieszyć się suszonymi warzywami liściowymi. Systematycznie także należy spożywać warzywa STRĄCZKOWE oraz KISZONE. Spożywajmy również warzywa morskie, czyli wodorosty (glony), które powinniśmy spożywać w małych ilościach, ale codziennie, używając ich do sporządzania prawie wszystkich potraw gotowanych, duszonych, smażonych i pieczonych, czyli bulionów, zup, gotowanych zbóż i kasz, a także bigosu, leczo, gulaszów i wielu innych. Najważniejsze glony to: kombu, wakame, arame, nori, hiziki, agar-agar. Owoce, nasiona i orzechy. Zimą, podobnie jak we wszystkie inne pory roku,  spożywamy owoce sezonowe z lokalnych i ekologicznych upraw oraz te, które się dobrze w naturalny sposób przechowują, czyli przede wszystkim nasze wspaniałe jabłka. Nasiona i orzechy powinniśmy spożywać codziennie lub kilka razy w tygodniu, ale w niedużych ilościach i przede wszystkim  pod postacią gomasio i posypki orzechowo-nasiennej. Naturalne słodkości (desery, przekąski). Słodkości powinny być naturalne, ale i te naturalne należy dawkować, jak lekarstwo, czyli rzadziej niż częściej. Choć zimą możemy trochę częściej po nie sięgać. Zupy i napoje. Codziennie powinniśmy spożywać 1-2 filiżanki bulionu lub zupy z gotowanych ziaren zbóż (np. krupniki), warzyw strączkowych (np. grochowa, z soczewicy), kiszonych (kapuśniak, ogórkowa) z dodatkiem warzyw sezonowych korzeniowych, okrągłych i liściowych suszonych. W styczniu i szerzej zimą częściej powinniśmy przyrządzać zupy zagęszczone. Jeżeli nasz organizm jest zrównoważony to pijemy mało (ok. 600-800 ml). Do regularnego spożycia zaleca się: herbatę kukicha  i banchę liściową, kawę zbożową, rzadziej dobrą herbatę zieloną i wodę niegazowaną, okazjonalnie fermentowane napoje warzywne. Sól, olej i inne przyprawy. Zimą używamy soli więcej niż latem i wiosną. Sól zawsze powinna być nierafinowana (morska, oceaniczna, kamienna). Oleje i oliwy tłoczonych na zimno z pierwszego tłoczenia (extra virgin) używamy na zimno do surówek i sałatek oraz potraw już na talerzu. Na gorąco (do gotowania, duszenia, smażenia) używamy olejów i oliwy o tzw. wysokiej temperaturze „dymienia” (taka informacja powinna być zawarta na etykietce produktu). Z naturalnych przypraw używamy pasty miso, sos sojowy shoyu lub tamari, świeży imbir, o wiele rzadziej suszone zioła przyprawowe.

Imbir z parapetu

A oto, jak wyhodować własny korzeń imbiru na parapecie okiennym.  W tym celu kupujemy kawałek imbiru (ok. 4-6 cm) koniecznie z tzw. oczkiem, czyli kiełkiem (to taki zielonkawy wypustek). Może to być zwykły imbir kupiony w tzw. zwykłym sklepie, czyli że nie musi pochodzić z upraw ekologicznych. Choć, jeżeli do takowego mamy dostęp to proszę z niego skorzystać. Następnie wsadzamy go do ziemi (np. kupionej w kwiaciarni) 4-5 cm pod powierzchnię. Lepszy jest pojemnik plastikowy, bo elastyczny (im większy, tym lepszy). Zwykła doniczka zazwyczaj ulega destrukcji podczas rośnięcia kłącza imbiru. Ponieważ takie kłącze rosnąc potrzebuje wcale nie mało miejsca. Cała wegetacja imbiru jest bardzo zbliżona do wegetacji ziemniaka. Stara bulwa ziemniaka, tzw. sadzeniak z oczkami, czyli kiełkami posadzony do gleby (ziemi) wypuszcza kiełek, przebija się przez warstwę ziemi i zapoczątkowuje się wegetacja. To samo dzieje się z imbirem. Po przebiciu się przez glebę i wykiełkowaniu zaczyna się rośnięcie, czyli część nadziemna w postaci łodygi i liści rozrasta się wzdłuż i w szerz. Kłącze natomiast, które zapoczątkowało wegetację (to z niego wyrosła łodyga z listkami) rozkłada się i znika. W tym momencie roślina (imbir jako taki) jest już gotowa do wytworzenia nowych zawiązków nowego i młodego kłącza. Kłącze takie rośnie kilka miesięcy wielokrotnie powiększając swoją objętość i masę. Ważnym zabiegiem jest podlewanie go przez cały czas wegetacji (co 2-3 dni). Po 4-6 miesiącach zaczynają się „zbiory”. Nie ma tego dużo, ale jaka frajda.

Naturalne potrawy na Święta

Życzę Wam – Moi Drodzy Czytelnicy – zdrowych, radosnych i refleksyjnych Świąt. Abyście w równym stopniu cieszyli się najwspanialszymi naturalnymi oraz zdrowymi świątecznymi smakami, jak i duchową refleksją nad miłością, życiem i przemijaniem. Życzę Wam WIELKICH marzeń i mnóstwa radości z ich realizacji.

14 naturalnych i zdrowych potraw wigilijnych i dań świątecznych z dodatkiem dyni w Szkole Żywienia Naturalnego:

Barszcz czerwony z dodatkiem barszczu kiszonego. Zupa grzybowa krem (w wydaniu ekskluzywnym – borowikowa). Bigos z suszonymi grzybami i dynią. Pierogi z kapustą i grzybami. Staropolska kutia. Piernik z marchwi (lub dyni). Chlebki zdrowia. Kapusta z grochem. Sałatka warzywna. Ćwikła z chrzanem. Pasztet z cieciorki w warzywnym przybraniu. Tofu w sosie greckim. Kapusta z grzybami. Kompot z suszonych owoców.

Wszystkie przepisy na potrawy świąteczne znajdziecie Państwo w najnowszym Informatorze, „Życia bez chorób”, który wyślemy najpóźniej jutro, czyli 18.12.2013 r. (www.zyciebezchorob.pl) Zapraszam również na Facebook: www.zyciebezchorob.pl  

 

                    Życzę             najwspanialszych smaków

Kazimierz Kłodawski

 A co pod choinkę? Pod choinkę proponuję książkę: Dynia – słońce na talerzu, w specjalnej promocji przedświątecznej

 

Dietetycy mądrzeją

„Świat Nauki”, nr 10/2013, w artykule, Mleczne kontrowersje, donosi: MLEKO SZKODZI i jest przyczyną raka. Otóż dietetycy z Harvard Medical School wzięli się za ten “najzdrowszy napój na świecie” i przyjrzeli mu się bardzo dokładnie i wyszło im, że bardziej szkodzi niż pomaga. W amerykańskim magazynie medycznym JAMA Pediatrics przedstawili swoje argumenty na rzecz nie spożywania mleka i produktów z niego. Piszą, że mleko zostało wypromowane przez potężny przemysł nabiałowy i dziś jest to przede wszystkim mega-biznes, a nie dbałość o zdrowie konsumentów. Przytaczają takie argumenty, które makrobiotycy i szerzej naturaliści głoszą od lat: mleko to pokarm dla małych przedstawicieli ssaków (ssak – od ssania piersi i pobierania mleka), a nie dorosłych. Dorośli, którzy spożywają mleko i nabiał w nadmiarze zaczynają chorować. Dietetycy z Medical School piszą, że mleko oraz produkty z niego zawierają hormon nazywany insulinopodobnym czynnikiem wzrostu. To właśnie ten hormon jest przyczyna raka prostaty u mężczyzn i innych nowotworów złośliwych. Całkowicie zgadzam się z ich diagnozą: ilekroć trafiają do mnie mężczyźni z problemami prostaty, to zawsze okazuje się, że wręcz uwielbiają mleko i produkty mleczne. A co z wapniem? To jest następny mit. Prawda jest taka: że im więcej spożywamy białka zwierzęcego, tym więcej wapnia ucieka z naszego organizmu. A wapń, cudownie przyswajalny jest właściwie w każdym produkcie naturalnym. Ten niezbędny dla kości, zębów i prawidłowego metabolizmu pierwiastek znajduje się w nieoczyszczonych ziarnach zbóż, orzechach, nasionach, warzywach strączkowych i wszystkich zielonych warzywach liściastych. 

Kapusta czerwona kiszona z czarną rzepą

Jeszcze jest czas na kiszenie warzyw. Można śmiało kisić kapustę samą lub z różnymi dodatkami. Oto jeden z eksperymentów. Czerwona kapusta kiszona razem z czarną rzepą. Nie ma nic lepszego na oczyszczanie wątroby, jak właśnie taki naturalny specyfik. Nie ma też nic lepszego do codziennego wspomagania wątroby w jej trudnej pracy.  Czarna rzepa była uprawiana i spożywana powszechnie przez naszych przodków. Współcześnie czarną rzepę i czarną rzodkiew wyparła rzodkiewka w różnych odmianach. A szkoda, bo to warzywo jest lekarstwem. Czarna rzodkiew jest poplonem, zbiór następuje jesienią. Warzywo to ma bardzo małe wymagania pokarmowe. Prostota uprawy i duża odporność na choroby i szkodniki sprawiły, że bez problemu można ją uprawiać w ogródkach, na działkach itd. Obecnie czarna rzodkiew jest warzywem coraz rzadziej używanym w kuchni oraz domowych kuracjach. A szkoda, bo nie ma cenniejszego warzywa, które by tak skutecznie oddziaływało na wszelkie schorzenia wątroby. A zdrowa wątroba, to m.in. skuteczne zabezpieczenie przed nowotworami. 

Kapusta czerwona natomiast to skuteczne remedium na anemię, obrzęki, niską odporność, słabe włosy i paznokcie. Właściwości lecznicze kapusty czerwonej – ciągle niedocenianej na naszych stołach – znane są od dawna. Bardzo skutecznie  likwiduje , , podnosi , zawiera, . A w dodatku ma mało kalorii. Swój kolor zawdzięcza antocyjanom, czyli najsilniejszym przeciwutleniaczom, które zapobiegają nowotworom. Jest wyjątkowo bogata w tiaminę, czyli witaminę B1.

Jak sporządzamy tę przecudowną potrawę? Bierzemy 5,5 kg czerwonej kapusty i drobno ją szatkujemy. Bierzemy 1,5 kg czarnej rzepy i trzemy na tarce na grubych oczkach. Wszystko razem mieszamy, solimy (ok. 15 dag), dodajemy kminku i gorczycy (według uznania) i jeszcze raz dokładnie mieszamy i odstawiamy na ok. godzinę. Po tym czasie jeszcze raz warzywa mieszamy i przekładamy do glinianego garnka i dokładnie ubijamy, np. drewnianą pałką lub uciskamy pięściami do momentu aż pojawi się sok. Następnie kapustę przykrywamy, np. talerzykiem i obciążamy kamieniem. Po 5-8 dniach kapustę nakłuwamy drewnianym kołkiem w celu uwolnienia gazów fermentacyjnych. Po 10 –12 dniach ukiszona kapusta i naturalne lekarstwo jest gotowe.