Borelioza – o co w tym wszystkim chodzi?

Kleszcze, które wysysają życie. Leśni krwiopijcy i zabójcy wyszli z lasu i polują teraz na działkach, parkach i miejskich skwerach na ludzi.  Choroba o wielu obliczach, która totalnie niszczy nasz organizm i z dnia na dzień może zrujnować ci zdrowie. Od 2 – 4 lat ciągle słyszymy takie opinie o chorobie zwanej boreliozą, która najczęściej jest roznoszona przez kleszcze, które po ugryzieni wszczepiają nam bakterie zwane krętkami. Borelioza porównywalna jest dziś z epidemią chorób nowotworach – czyli zachorowanie na nią to strach, cierpienie, wyniszczenie i unicestwienie. Takie jest stanowisko klasycznej medycyny, farmaceutyki i ich tuby propagandowej, jaką są współczesne media. A jak jest naprawdę? Posłuchajcie. W czasach moje młodości, czyli 35 – 45 lat temu wyprawy do lasu (mieszkałem na wsi), były czymś tak oczywistym, jak to, że musimy oddychać, w nocy spać, a w dzień uczyć się i pracować. Od maja nawet do końca listopada chodziliśmy do lasu, aby zbierać różne naturalne wspaniałości lub, po prostu, aby obcować z Naturą. Każdy powrót z lasu, szczególnie latem, to były również swoiste zawody…, kto przyniesie na sobie więcej kleszczy. Nie zdarzyło mi się, podobnie, jak mojemu rodzeństwu i kolegom, aby przynajmniej w co drugim wypadzie nie przynieść ze sobą 1 – 3 kleszczy. Po każdym takim wypadzie bardzo dokładnie oglądaliśmy własne ciała i usuwaliśmy kleszcze wyrywając je szybkim ruchem ze skóry. Proszę mi wierzyć, jak zbyt długo nie mieliśmy kleszczy – to byliśmy bardzo zawiedzeni. Dziś mówi się, że co piąty kleszcze jest nosicielem bakterii. To ja się pytam, czy 30 lat temu były inne kleszcze i inne bakterie, zwane krętkami. Dlaczego 20 lat temu nikt nie słyszał o tej chorobie, a dziś mówi się, że ponad milion Polaków zakaża się boreliozą. Odpowiedź może być tylko jedna: SYSTEM ODPORNOŚCIOWY. To on decyduje i decydował, że ponad 20 lat temu prawie nikt nie chorował na tę chorobę. Dziś jemy chemię, pijemy chemię i oddychamy chemią. Siedzimy w mieszkaniach, domach, biurach i fabrykach w smogu elektromagnetycznych. Nieświadomość, co jeść, pić i jak żyć jest porażająca. Bardziej udajemy, że żyjemy i nie wińmy za chorobę zwaną boreliozą kleszczy i bakterii zwanej krętkiem, ale naszą bezrozumność, czyli mówiąc prościej GŁUPOTĘ.

Dary lata – dyniowate odmian letnich

Lato to pora roku najbardziej ekspansywna i najcieplejsza. Latem cała przyroda, wszystkie rośliny i zwierzęta żyją pełnią życia. To w tej porze roku rozpoczyna się okres władzy Słońca i ciepła. Lato, to pełny rozkwit, poczucie pełni i piękna, czas największych osiągnięć, to wtedy osiągamy szczyty możliwości. Słońce, źródło życia, jasności i ciepła pobudza do optymalnej aktywności uśpione zimą wzajemne i powszechne oddziaływanie wszystkiego ze wszystkim, rozbudzone wiosną, latem osiąga pełnię swych możliwości. To dlatego przyroda latem przypomina jeden wielki ul, wśród brzęczenia owadów, śpiewu ptaków i rozkwitających licznych kwiatów świat emanuje dostojeństwem, dorosłością i swoistą, pierwotną i dojrzałą mądrością. Okres lata to ciągłe zbiory warzyw, owoców, ziół i zbóż. Latem zbieramy bardzo smaczne i zdrowe warzywa z rodziny dyniowatych, tak zwane potocznie dyniowate odmian letnich, a nalezą do nich: ogórek, kabaczek, cukinia i patison. Te warzywa – oprócz ogórka, który jest doceniany i spożywany od zawsze – coraz częściej są uprawiane i doceniane w Polsce. Do letnich dyniowatych należą także melon i arbuz, które – choć można je również uprawiać w naszym klimacie – są zazwyczaj przywożone do naszego kraju z cieplejszych rejonów Europy i świata.  Z letnich dyniowatych najbardziej znany jest ogórek, który my – Polacy –  lubimy i powszechnie spożywamy. Nie ustępują mu w niczym pozostałe dyniowate, a już szczególnie cukinia, która w kuchni ma o wiele szersze zastosowanie niż ogórek. Cukinię można spożywać na surowo np. do kanapek, może być składnikiem letnich surówek i sałatek. Z cukinii sporządza się doskonałe zupy (np. kremowe), a także leczo, gulasze i bigosy. Doskonała jest cukinia faszerowana. A cukinia ukiszona (małosolna) bije na głowę kiszone ogórki małosolne. Podobne zastosowanie mają kabaczek i patison. Cieszmy się z tych smacznych i zdrowych warzyw i jedzmy je teraz, latem – bo to ich czas.

 

Jedz bób – bo czas jego nastał

Czas bobu nastał. Wykorzystajmy więc te chwile i raczmy się nim, bo warto. Można z niego zrobić puree, dodawać do sałatek, zup, leczo, albo zjeść sam z dodatkiem przypraw lub bez. Zawiera dużą ilość wartościowego błonnika (ważne dla odchudzających się), białka, węglowodanów, witamin z grupy B i składników mineralnych. Bób jest również źródłem witaminy C. Jest pyszny i sycący. Warto więc włączyć go do diety. A wystarczy łyżka ugotowanych ziaren bobu, aby każdy posiłek nabrał dodatkowych walorów.
Bób pamięta najstarsze cywilizacje. W starożytnej Grecji królował na stołach i był uznawany za źródło życia. Bardzo popularny był w kuchni starożytnego Egiptu, Rzymu, ale również Chin. Bób należy do warzyw strączkowych i sezon na niego przypada latem. Można się cieszyć nim przez około dwa miesiące. Najwięcej upraw bobu znajduje się w basenie Morza Śródziemnego, na Bliskim Wschodzie i w Centralnej Azji. Włosi mają nawet swojego świętego, patrona od bobu – jest nim św. Józef. Przydzielono mu ten tytuł zaraz po wielkiej suszy na Sycylii, podczas której tylko bób przetrwał, dzięki czemu ludność miała się czym żywić. Do tej pory ołtarze ze św. Józefem przystraja się ziarnami bobu, aby oddać świętemu cześć. Racząc się tym pysznym warzywem pamiętajmy, że w skórce jest najwięcej wartości odżywczych. I mimo że najbardziej smakuje mi bób prosto z wody, to polecam również bób duszony na oliwie z czosnkiem i odrobiną tymianku. Smacznego.

Pikle raz jeszcze

Powracam do pikli, bo warto je robić, a poza tym ciągle dostaję zapytania. Jak te pikle wiosenne i letnie sporządzać, robić itd.? No to PIKLE raz jeszcze. Przypominam, do letnich pikli używamy warzyw delikatnych i miękkich. Najlepiej robić je z kilku rodzajów warzyw, np.: ogórków, cukinii, kapusty, natki pietruszki, listków selera, kalarepki, cebuli, szczypiorku, rzodkiewki itd. Na początek zaopatrzcie się w garnek, który nie przepuszcza światła. Na zdjęciach prezentuję garnek gliniany (fajansowy), może być kamienny, marmurowy itd. Pojemność tego garnka dla rodziny 2 – 4 osobowej to ok. 2 litry. Garnek powinien mieć proste ścianki, czyli średnica taka sama na dnie garnka, jak i u wylotu. Będzie potrzebny talerzyk o średnicy podobnej do średnicy garnka. Tak, aby swobodnie mieścił się w garnku. Im bardziej dopasowany tym lepiej. Talerzyk można zastąpić odpowiednio dopasowanym krążkiem wyciętym, np. z deski twardego drzewa (dąb, buk, grab itd.). I…, KAMIEŃ. Jest to jeden z najważniejszych elementów wszelkich kiszonek, nie tylko tych szybkich. Odpowiednio ciężki kamień o odpowiednich gabarytach położony na talerzyku (krążku z drewna) powoduje, że kiszonka cały czas jest pokryta 1-2 centymetrową warstwą kwasu mlekowego. A jest to niezbędny warunek fermentacji mlekowej, czy popularnego kiszenia, bo odbywa się ona bez dostępu tlenu. Gdy już mamy odpowiedni garnek, talerzyk (krążek) i kamień przystępujemy do zgromadzenia odpowiednich produktów na nasze szybkie kiszonki, czyli pikle. Ja do pikli, których zdjęcia prezentuję użyłem połowę kapusty białej, 2 marchewki, pęczek rzodkiewek i dość dużo roślin dziko rosnących (pokrzywa, mniszek, babka zwyczajna i lancetowata, krwawnik oraz liście żywokostu). Wszystko to dokładnie zostało pocięte (warzywa dziko rosnące należy bardzo dokładnie wypłukać pod bieżącą wodą). Tak przygotowane warzywa solimy, mieszamy i zostawiamy na ok. godzinę. Po tym czasie pocięte i starte warzywa jeszcze raz mieszamy, wyciskamy i przekładamy do garnka. Ubijamy pałką, pięścią, ugniatamy palcami itd., przykrywamy talerzykiem i obciążamy kamieniem. Garnek z piklami przykrywamy lnianą serwetką i odstawiamy na 1-2 dni. Po dwóch dniach mamy już bardzo smaczne pikle (kiszonki). Pikle kisimy do 5-6 dni, następnie przekładamy je do słoików i trzymamy w lodówce przez 2-3 tygodnie. A oto walory takich szybkich kiszonek – pikli: Bardzo skutecznie zastępują sól. Pomagają lepiej przyswajać przez organizm złożone węglowodany, w tym – przede wszystkim – pełne ziarna zbóż. Wzmacniają żołądek i jelita (działają na nie obkurczająco i uzdrawiająco, bo m.in. wzmagają perystaltykę jelit). Dostarczają niezbędnych minerałów i witamin i tym samym gwarantują równowagę mineralną w naszym organizmie. Zawierają bakterie probiotyczne (są to najczęściej bakterie kwasu mlekowego – Lactobacillus). Badania naukowe potwierdzają, że bez bakterii probiotycznych organizm ssaka nie może prawidłowo wykonywać swoich funkcji. Wzmacniają system odpornościowy, m.in. poprzez zawartość bakterii probiotycznych. Wpływają na złagodzenie zachowań związanych ze stresem, lękiem czy depresją. Nie ma lepszej nauki przeżuwania pożywienia, jak przy spożywaniu pełnych ziaren zbóż i pikli. Jest to również najprostsza terapia pożywieniem – tzw. monodieta. Wspomagają trawienie i odchudzanie. Szczególnie zaleca się je ludziom słabym, potrzebującym energii i wszystkim tym, którzy chcą być zdrowi i szczęśliwi.

Kartka znad morza

Moja koleżanka i uczennica zarazem, wegetarianka i makrobiotyczka opowiedziała mi swoją historię pobytu na morzem. Wyjechała tam na wczasy organizowane przez Polski Związek Emerytów, Rencistów i Inwalidów. Turnus trwał 10 dni. Zaraz po przyjeździe, pierwszego dnia, koleżanka zgłosiła obsłudze, że jest wegetarianką i prosi o uwzględnienie tego przy przygotowywaniu i serwowaniu posiłków. Kierownictwo ośrodka, podobnie jak i panie od gotowania (kucharki) stwierdziły, że to żaden problem. A oto jadłospis wczasów, na śniadania: pieczywo, masło i wędliny (koleżanka ser żółty). Do śniadań dodatkowo podawano jeszcze zupę mleczną, smalec, dżem i miód. I tak przez 10 dni. Na obiad codziennie piure ziemniaczane, surówka i smażone mięso, raz podano mięso duszone (koleżance serwowano ziemniaki, surówkę  i duszone warzywa). Na kolację powtórka ze śniadania: pieczywo, masło i wędliny (koleżanka ser żółty). Do tego pomidory i ogórki. Moja koleżanka po 2 dniach zrezygnowała ze śniadań. Jadła tylko dwa posiłki dziennie, a czas na śniadania przeznaczyła na długie spacery nad morzem.  Zrezygnowała także z piure ziemniaczanego, a panie z kuchni od 3 dnia pobytu gotowały jej kaszę gryczaną i jaglaną. Ktoś może pomyśleć, o co chodzi? Jadłospis, jak jadłospis. Nie jest taki zły. Oczywiście, że nie jest taki zły i raczej nie odbiega od standardowego jadłospisu przeciętnego Kowalskiego. Tylko że na wczasach przebywały osoby niezbyt młode: przeciętna wieku to ok. 75 lat. Wszystkie te osoby, jak na komendę, codziennie łykały całymi garściami tabletki i nie mogły wyjść z podziwu, że moja koleżanka nie zażywała żadnych lekarstw. Że cukier ma w normie, że ciśnienie odpowiednie, że cholesterol jak u 20 latki, że nie łupie ją w krzyżu, w kolanach, stawach. Ludzie wręcz nie chcieli wierzyć, że można żyć bez lekarstw. Myślę, że jeżeli organizuje się wczasy dla seniorów to powinno się większą wagę przywiązywać do tego, co się codziennie ma na talerzu.

Na truskawki nadszedł czas

Już możemy z całym spokojem oddać się przyjemności ich spożywania. Historia truskawki jest krótka i w całości koncentruje się na innej roślinie, bez której nie mogłaby zaistnieć poziomce. Poziomka, mimo że mniejsza jest protoplastą różnych odmian truskawek. To dwa gatunki poziomek posadzone obok siebie przypadkowo skrzyżowały się i powstała duża poziomka, którą nazwano truskawką. Wszystko to działo się w XVIII w., ale do dzisiaj w Polsce i na świecie powstają wciąż nowe odmiany truskawek. Truskawki, jak się to mówi, z marszu podbiły serca i kubki smakowe konsumentów. Lubią je wszyscy – dorośli i dzieci. Trafiały i trafiają na najznamienitsze stoły i do najznakomitszych osób. Można je jeść właściwie do każdej potrawy i w najróżniejszych zestawieniach. Oczywiście najsmaczniejsze i najzdrowsze są truskawki sezonowe z lokalnych upraw. Truskawki są cennym źródłem witamin i minerałów. Zawierają więcej witaminy C niż cytrusy. Ponadto witaminę A, B1, B2 i PP; wapń, fosfor, żelazo, magnez i mangan. Wapń i fosfor wzmacniają kości i zęby, a w połączeniu z magnezem odkwaszają organizm. Korzystnie wpływają na przemianę materii i polecane są przy odchudzaniu. Truskawki są też traktowane jako afrodyzjak, a z wyglądu przypominają serce. Życzę smacznych truskawek.

Wydawnictwo „KUŹNIA”

Wydawnictwo istnieje już prawie rok. Nasze, własne – Szkoły Żywienia Naturalnego – wydawnictwo: „Kuźnia”. Zawsze o tym marzyłem. Ruszyliśmy z impetem, bo w dwa miesiące od powołania wydawnictwa wydaliśmy książkę mojego autorstwa „Dynia – słońce na talerzu”. Jest to pierwsza publikacja z cyklu „BIBLIOTEKA ŻYCIA BEZ CHORÓB”. Jeszcze w tym roku, w tym cyklu, ukażą się przynajmniej dwie książki, nad którymi ustawicznie pracuję. Będą to: „Zupa – boski wywar” i „Kiszonki – zamiana słodkiego na kwaśne”. Planujemy w tym cyklu wydawać 2-4 książki w roku. Po książce „Dynia – słońce na talerzu” wznowiliśmy „Rok z makrobiotyką” (to już trzecie wydanie) w nowej szacie graficznej okładki. A ostatnio (jeszcze ciepła)wydaliśmy książkę mojego przyjaciela, Zenona Żurka, biznesmena z Poznania „Sens życia – szczęście”. Jako wydawnictwo jesteśmy otwarci na wszystkich autorów, którzy chcą szerzyć naturalną filozofię życia, radość z bycia w naturalny sposób zdrowym, a nie ciągle leczonym. Stawiamy na pomyślność w życiu i w konsekwencji na SZCZĘŚCIE – którego wszyscy pragniemy i na które zasłużyliśmy. Zapraszam wszystkich, którzy piszą, abyście nie bali się marzyć. Nie rozgraniczajcie rzeczywistości od marzeń. Każda myśl, każde marzenie jest już rzeczywistością. Pomóżcie im się zrealizować. Wydawnictwo „Kuźnia” jest właśnie dla takich autorów. Wydajemy tanio, szybko oraz  jakościowo bardzo ładne i solidne książki.  Wydawnictwo „Kuźnia” powstało dla Was. Nie bójcie się marzyć. Kontakt, e-mail:szkola@klodawski.pl

Czwartkowe spotkania ze zdrowiem

Przez całe lato i jesień 2014 roku, w Gorzowie Wlkp., w „Piwniczce”, przy ul. Składowej 11 (obok Dworca PKP) odbywać się będą cotygodniowe „Spotkania ze zdrowiem”. Spotkania będą organizowane przez  Fundację Rozwoju Holistycznego i Szkołę Żywienia Naturalnego, w każdy czwartek, w godz. 16.00 – 17.30. Wstęp wolny.  Spotkania będą miały formę wykładów, które poprowadzi Kazimierz Kłodawski – specjalista z zakresu żywienia człowieka i szeroko pojętej promocji zdrowia oraz znawca i miłośnik starożytnej filozofii, medycyny i dietetyki Starożytnego Wschodu. Tematem wykładów będą powszechnie dziś występujące choroby cywilizacyjne oraz metody ich zapobiegania i leczenia dzięki naturalnym terapiom – w tym, szczególnie, poprzez określony sposób odżywiania. Pierwsze 10 spotkań poświęcimy zdrowiu kobiet. Oto tematy pierwszych spotkań-wykładów:

          Jak pożywienie wpływa na Twoje samopoczucie i zdrowie (15.05).   Chroniczne zmęczenie i brak energii (22.05).    Nowotwory – epidemia XX i XXI wieku (29.05).   Menopauza i problemy wieku średniego (5.06). Depresja i smutne życie (12.06). Anoreksja i bulimia (19.06). Osteoporoza i starzenie się (26.06). Bezsenność (3.07). Równowaga hormonalna a zdrowie (10.07). Związki partnerskie i życie seksualne (17.07)

 

Nie zakwaszaj się

Żyjemy dzięki równowadze wewnętrznej (homeostazie) i zewnętrznej (ze światem zewnętrznym). Najważniejszym przejawem tej życiodajnej równowagi i harmonii jest równowaga kwasowo-zasadowa. To równowaga i harmonia są podstawą życia zdrowego i ze wszech miar spełnionego. Współcześnie to zakwaszenie organizmu (kwasica) jest głównym powodem większości chorób. Kwasica organizmu powoduje, m.in.: stany depresyjne, wrzody żołądka, różne bóle, niepokój i stany lękowe, brak zdolności koncentracji, nadmierną potliwość, wypadanie włosów, łamliwość paznokci i wiele innych dolegliwości. Kwasica  to również sytuacja sprzyjająca pojawieniu się różnych infekcji grzybiczych, osteoporozy, próchnicy, nowotworów i całego szeregu chorób cywilizacyjnych i innych zaburzeń stanu zdrowia.  Jak zatem żyć i co jeść, aby dobrze się czuć, być zdrowym i z życia uczynić radosną i twórczą  przygodę? Im bardziej nasze codzienne pożywienie różni się od naturalnego, tym większe niebezpieczeństwo zaburzenia delikatnej równowagi między kwasami i zasadami. Dlatego wystrzegajmy się żywności przetworzonej technologicznie, w tym sztandarowych produktów przemysłu spożywczego, tzn.: białego cukru, białej mąki i białej, oczyszczonej soli oraz wyrobów z nimi. Wyrzućmy z kuchni wszelkie konserwy i potrawy w plastikowych pojemnikach itd. Ograniczmy do minimum produkty pochodzenia zwierzęcego. Wprowadźmy do naszego codziennego jadłospisu jak najwięcej sezonowych warzyw i owoców i roślin dziko rosnących. Na stałe powinny zagościć na naszych stołach i talerzach produkty nieoczyszczone w postaci ziaren zbóż (np. brązowy ryż itp.) i grubych kasz (np. kasza jaglana, gryczana) oraz nasion i orzechów. Codziennie spożywajmy 1-2 filiżanki bulionów i zup przyrządzanych na wywarach  z warzyw sezonowych. I ciągle pamiętajmy, że Życie to ruch, a śmierć to stagnacja i zastój. Dlatego ruszajmy się, bo dzięki temu usuwamy toksyny (kwasy) z organizmu oraz zapobiegamy stresowi, który także przyczynia się do zwiększenia odczynu kwaśnego organizmu.

 

Świętość

… Jesteś  z nami i odtąd zawsze będziesz z nami.

Kiedy odezwą się moce chaosu,

A posiadacze prawdy zamkną się

w kościołach,

I jedynie wątpiący pozostaną

wierni ,

Twój portret w naszych

domach co dzień nam

przypomni,

Co może jeden człowiek

I jak działa świętość…

                        Czesław Miłosz