www.biolada.pl – to jest to

Dostawałem i dostaję setki  mali z zapytaniem, gdzie można zakupić te wszystkie wspaniale, naturalne produkty, o których piszę w swoich artykułach, książkach i na stronach internetowych? Nigdy nie promowałem i nie wskazywałem żadnego sklepu ani internetowego, ani stacjonarnego. Teraz to się zmieniło: promuję sklep internetowy www.biolada.pl.  Promuję i będę to robił tak długo, jak długo twórcy tego sklepu będą postępować według uniwersalnej zasady wszechświata: bierz i dawaj, pełna równowaga i harmonia między dawaniem i braniem, czyli zasada złotego środka. Dziś większość przedsiębiorców i biznesmenów nie przestrzega tego naturalnego prawa i dlatego masowo chorują na serce i choroby układu krwionośnego. Po co zarabiać miliony, jeżeli jest to okupione bólem, cierpieniem, przypadłościami, chorobami i przedwczesną, nienaturalną śmiercią? Sklep BIOLOADA założyli moi uczniowie. To są  niesamowici ludzie, pasjonaci. Oni nie narzekają tylko działają. Założyli działalność gospodarczą i pracują na swoje życie. A produkty w ich sklepie są najwyższej jakości i po bardzo przystępnych cenach. Niech o jakości produktów, którymi handlują, świadczy fakt, że w BIOLADZIE nie ma ani jednego produktu chińskiego. Nie twierdze, że wszystkie produkty chińskie są złe, ale jeżeli chodzi o produkty spożywcze naturalne i makrobiotyczne to te chińskie w większość są bardzo niskiej jakości. Moi Drodzy czytelnicy, klienci i uczniowie kupujcie w BIOLADZIE, wspomagajcie tych młodych i przedsiębiorczych ludzi, a sobie przysparzajcie ZDROWIA. Założyciele sklepu czekają na wszelkie uwagi dotyczące produktów, które u nich zakupicie. Jeżeli Wam – Drodzy klienci – będzie czegoś brakować w sklepie  lub będziecie z zakupionych produktów niezadowoleni  piszcie o tym śmiało. Dzięki temu powstanie wspaniały sklep i coś więcej: zaufanie klientów, radość z zakupów, dobre samopoczucie, zdrowie i SZCZĘŚCIE.

Za zdrowie Pań, za zdrowie…

Kiedyś, dawno temu, gdy byłem dobrze zapowiadającym się młodym człowiekiem, każdego 8 marca, w Dniu Kobiet, bardzo głośno wyrażałem swój protest przeciwko temu świętu, jak wtedy uważałem – reliktowi przeszłości. Po prostu nie lubiłem tego święta. Uważałem, że kobiety należy kochać i szanować przez 365 dni w roku, a nie przez jeden dzień. Zresztą, po prawdzie, to kiedyś tego dnia najlepiej bawili się panowie. Jak to w socjalizmie bywało prawie wszyscy jeździliśmy wtedy komunikacją miejską (autobusy, tramwaje itd.) lub chodziliśmy na pieszo. Nieodłącznym obrazkiem tego dnia byli „zmęczeni” panowie, którzy trzymając się zwiędniętego, a bywało że i złamanego tulipana lub goździka (zawsze kwiatami do dołu – i dlatego upadł socjalizm!!!:) zmierzali komunikacją miejską lub zygzakowatym krokiem ku swoim wybrankom. Dziś trochę inaczej patrzę na to święto, czyli Dzień Kobiet. Przecież można kochać kobiety przez cały rok, a 8 marca kochać je w dwójnasób, trójnasób, czwórnasób (dalej nie wiem jak się to pisze). Dla mnie, WY, PANIE, jesteście wyjątkowym zjawiskiem. To WY niesiecie życie, WY jesteście zaczątkiem tego życia z naszym małym (lub…, dużym:) udziałem. Pierwszą kobietą, która uzależnia, przytula i uczy jest matka. Następne pojawiają się po to, aby być kochane i kochać i aby dawać życie – cel zaistnienia wszelkiego życia na ziemi. Ale jesteście przede wszystkim po to, aby WAS szanować i kochać, przytulać i pieścić, patrzeć WAM w oczy i widzieć w nich zrozumienie naszych, nie zawsze mądrych, męskich poczynań. Uważajcie na swoich mężczyzn i dbajcie o nas, bo fizjologicznie jesteśmy słabsi od WAS – KOBIET.  Kobieta i mężczyzna to jak dwa pierwiastki: jin i jang. Naturalny układ rzeczy i porządku na tym świecie to dwa biegunowo przyciągające się pierwiastki, które dają nowe życie. To dlatego kobieta przypisana jest mężczyźnie, a mężczyzna kobiecie. I niech tak zostanie.

Kolejne warsztaty oczyszczające za nami cd. (3)

Menu warsztatów, jak zwykle, było bardzo bogate, oczywiście, jak na tego typu warsztaty oczyszczająco-rewitalizujące przystało. Dzień rozpoczynaliśmy czymś ciepłym i mokrym, zazwyczaj był to bulion, później serwowana była specjalna surówka oczyszczająca i coś na słodko (płatki, kaszki, kremy itd.). Obiad zawsze był dwudaniowy, czyli zupa i drugie danie. Przez pierwsze dni królowały zupy i inne potrawy ze strączkowych.  W pierwszych dniach, na podwieczorek) podawane były także naturalne słodkości. Podstawą drugich dań obiadowych i kolacji były pełne (nieoczyszczone) ziarna zbóż i sezonowe warzywa przyrządzane na różne sposoby (kotlety, pasztety, pasty, zapiekanki, kule ryżowe, sosy itp.). Posiłki przeplatane były nauką kuchni makrobiotycznej oraz wykładami, a także licznym spacerami i zajęciami manualno-płaskurkowymi:). Najlepszy wynik chudnięcia podczas 12 dniowych warsztatów to ponad 5 kg, kolejny był bliski 5 kg. Podczas 12 dni zajęć uczestnicy przeszli wszystkie etapy odtruwania, rewitalizacji i odchudzania: była dieta standardowa wegańsko-makrobiotyczna, były monodiety i głodówki.  Ale wszystko co ma swój początek ma również i koniec. Warsztaty dobiegły końca. A ja zapraszam wszystkich chętnych na kolejny turnus w Krawczykach i „Mimozie”, tym razem 10 dniowy, który odbędzie się już niebawem (7-17.03.2015 r.)

Kolejne warsztaty oczyszczające za nami cd. (2)

Warsztaty oczyszczające, w Krawczykach, były ubarwione i okraszone zajęciami, jak to wspólnie nazwaliśmy – manualno-płaskurkowymi. Na Tych zajęciach uczestniczki warsztatów rysowały, wycinały, kleiły, łączyły i pięknie komponowały z tego wszystkiego kurki (nie mylić z grzybami, bo chodzi o takie ptaszki, które zostały udomowione i chodzą po podwórku i znoszą jajka i coś tam jeszcze). Było bardzo miło podglądać dziewczęta (chodzi o podglądanie ich pracy, oczywiście:), jak niesamowicie skoncentrowane przyklejały skrzydełko, dziobek lub oczko do wyczarowywanej przez siebie kurki. Uczestniczki warsztatów wyraźnie się relaksowały, wyciszały i cieszyły, że oprócz sztuki gotowania makrobiotycznego mogą uczestniczyć w sztuce tworzenia kurek. Dlatego bardzo dziękuję właścicielce pensjonatu „Mimoza”, Grażynce Ławrynowicz, która zadbała o to, aby na tych warsztatach odbyły się takie zajęcia manualno-płaskurkowe. A nie byłoby to możliwe bez Ludmiły, która prowadziła te zajęcia. A skąd taka nazwa, zajęcia manualno-płaskurkowe. Od nazwy zboża pszenico podobnego, jednego z najstarszych, jakie zna ludzkość. Liczy sobie ok. 8 tys. lat, ziarna są małe i mają orzechowy smak. Załączam parę fotek kurek, płaskurek i zajączka Cdn.

 

Kolejne warsztaty oczyszczające za nami (1)

W dniach od 24.01 do 5.02.2015 roku odbyły się kolejne warsztaty oczyszczające, rewitalizujące i odchudzające. Tym razem Szkołę Żywienia Naturalnego gościł pensjonat – MIMOZA – który jest położony w województwie warmińsko-mazurskim, w malowniczej okolicy, przy lesie, 800 m za wsią Krawczyki i 10 km od Bartoszyc. „Mimoza to wymarzony ośrodek do rewitalizacji na łonie Natury, do pieszych wycieczek wśród lasów, pól i łąk. Już sam dojazd do „Mimozy” sprawił, że byliśmy lekko zszokowani (pozytywnie, oczywiście). Przez kilkaset kilometrów podróż przebiegała w warunkach wręcz wiosennych i, dosłownie, ostatnie 800 metrów przy dojeździe do pensjonatu to śnieg, gołoledź i mroźna oraz wszechogarniająca biel. Antidotum na mróz i to białe szaleństwo była właścicielka i gospodyni pensjonatu, Grażynka, która przywitała nas gorącą i bardzo smaczna zupą makrobiotyczno-wegańską. Same warsztaty, jak zawsze, były cudowne. Dla mnie, jak zwykle, było to przeżycie bardzo osobliwe i wręcz niebiańskie. Załączam parę fotek, a jutro i pojutrze następne posty. PIĘKNIE DZIĘKUJĘ gościnnym i wspaniałym właścicielom „Mimozy”, Grażynie i Tadeuszowi Ławrynowiczom.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich uczestników cdn.

 

Centrum Terapii Żywieniem

CENTRUM  TERAPII  ŻYWIENIEM to nowe przedsięwzięcie Szkoły Żywienia Naturalnego. To ośrodek i nowy podmiot gospodarczy. Nazwa – Centrum Terapii Żywieniem – ma jednoznacznie nawiązywać do tego, co będzie głównym nurtem działalności takiego ośrodka, czyli tworzenie zdrowia poprzez naturalne odżywianie, filozofię  i styl życia. Jestem przekonany, że terapie oparte na naturalnie uprawianej żywności to przyszłość nie tylko lecznictwa i medycyny, ale także szeroko pojętego świata ekonomiczno-społeczno-politycznego. Bez powrotu do naturalnie uprawianej żywności ludzkość nie przetrwa, bo przetrwać nie może. Coraz więcej ludzi jest  zainteresowana profilaktyką, a nie leczeniem z chorob. Ilość chorób i chorujących na poszczególne choroby jest tego widocznym przykładem (od początku XX wieku cały czas liczba chorób i chorujących rośnie). A będzie jeszcze gorzej. Powrót do naturalnie uprawianej żywności to nie tylko powrót do zdrowia CZŁOWIEKA i LUDZKOŚCI, ale także CAŁEGO NATURALNEGO ŚRODOWISKA. Centrum Terapii Żywieniem to  miejsce, które będzie oferować konkretne usługi (indywidualne konsultacje, indywidualna nauka gotowania itd.), kursy, warsztaty, seminaria i wykłady i produkty (sklep, a w nim produkty spożywcze, książki, płyty wideo i audio z wykładami, szkoleniami, kursami i warsztatami itp.).

Pakiet onkologiczny – smutny obraz klasycznej medycyny

W nowy rok, 2015, wchodzimy zapętleni – jak co roku zresztą – w lekarskie protesty. Porozumienie Zielonogórskie tym razem straszy nas nieefektywnym „pakietem onkologicznym”. Co to za twór ten Pakiet onkologiczny? Przyjrzyjmy mu się trochę. Otóż pakiet onkologiczny to ma być rewolucja, a polega na tym, że od nowego roku (2015) w leczeniu raka przestają obowiązywać finansowe limity (teoretycznie, oczywiście). Pakiet został stworzony przez najlepszych ekspertów od raka w naszym kraju. Strategię walki z rakiem tworzyli m.in. prof. Jacek Jassem, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego i szef Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, a także prof. Krzysztof Warzocha, szef Warszawskiego Centrum Onkologii. Pakiet onkologiczny ma – teoretycznie, oczywiście – przyspieszyć wykrywanie chorób nowotworowych. Założenie jest bardzo proste: rak jest wpisany w nasze życie i ustrzec się go niepodobna.  Jedyne co może zrobić świat medycyny to wcześnie go wykryć i wtedy jest szansa, żeby wyjść z tej choroby (teoretycznie, oczywiście). Czyli od lat klepie się to samo i nie zmieniono nic w podejściu do samej choroby zwanej rakiem, czyli ciągle zakłada się, że rak (choroba nowotworowa) przychodzi nie wiadomo skąd i można z nią tylko walczyć, czyli leczyć. A jedyną profilaktyką jest wczesne wykrycie choroby. Żadna inna profilaktyka nie istnieje. Dlatego pakiet onkologiczny wprowadza tzw. „Zieloną Kartę”, która będzie uprawniała do „wejścia boczną furtką w system ochrony zdrowia”.  Taką kartę będzie mógł wystawić lekarz pierwszego kontaktu. Chorzy z taką kartą mają być pierwsi w kolejce. Każde takie wejście będzie powodowało, że inni pacjenci będą „drudzy”.  Chorzy na inne, tak samo poważne, choroby, np. choroby serca, cukrzycę, RZS itd. będą zmuszeni „przepuszczać” w kolejce bardziej chorych na raka. To jest droga donikąd. W tym sporze nikt nie ma racji ani minister Arłukowicz, ani Porozumienie Zielonogórskie, ani wreszcie specjaliści onkolodzy. A kto ma rację? Cdn.

Święta bez zabijania

Proponuję, aby tegoroczne Święta były bezmięsne. Rok ma 365 dni, nawet jeżeli spożywamy mięso codziennie lub kilka razy dziennie, to czy jedna kolacja (wigilia) i 2 dni świąt bez mięsa będą stanowiły jakiś problem. Dość obżerania się na święta. Słynne polskie: zastaw się a postaw się –  dziś nie ma żadnego uzasadnienia. Kiedyś ludzie niedojadali przez cały rok, przed świętami pościli (dosłownie głodowali) i 2 dni obfitego i wykwintnego jedzenia miało swoje uzasadnienie. Ale nie dziś. Od kiedy pamiętam dwa największe święta chrześcijańskie i  katolickie były związane z cierpieniem i zabijaniem. Sam jestem katolikiem, ale nie praktykuje, m.in. – przez to zabijanie. Piąte przykazanie jednoznacznie mówi: NIE ZABIJAJ. I nie prawdą jest, że tyczy się to tylko ludzi. To dotyczy również zwierząt. Dlaczego dwa następne przykazania (6 i 7, czyli NIE CUDZOŁÓŻ I i NIE KRADNIJ)  są jednoznacznie interpretowane. A ZABIJAJ –  ma dotyczyć tylko człowieka. Nigdy nie mogłem zrozumieć (od kiedy pojąłem, że można żyć bez mięsa), jak można kochać, przytulać i hołubić pieska, kotka i świnkę morską, aby za chwilę usiąść przy stole i jeść ciała ich pobratymców. Wszystkim, którzy mają jeszcze wątpliwości polecam wiersz Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej: Do mięsożerców. Życzę miłego, bezmięsnego biesiadowania na święta Bożego Narodzenia.

Kiśmy kapustę

Jeszcze jest czas na kiszenie kapusty. Można śmiało kisić kapustę samą lub z różnymi dodatkami. W tym roku trochę poeksperymentowałem i ukisiłem kapustę białą z selerem, czarną rzepą, marchewką i pestkami słonecznika, kapustę czerwoną, z czarną rzepą, wodorostami wakame i pestkami dyni, kapustę białą z tartą dynią i pestkami dyni i kapustę kimchi, czyli kapustę pekińską z różnymi warzywami i papryczką chili. Kiszona kapusta dostarcza sporo witamin z grupy B (B-1, B-2, B-3), które zwiększają przyswajalność żelaza regulują metabolizm i ułatwiają trawienie białek, tłuszczów i węglowodanów. Kapusta kiszona jest dobrym źródłem minerałów, np.: magnezu, wapnia, fosforu, potasu. Nie ma nic lepszego na oczyszczanie wątroby, jak właśnie taki naturalny specyfik w postaci kiszonej kapusty z czarną rzepą, którą można i powinno się spożywać często, ale w niezbyt dużych ilościach (1-2 łyżki do posiłku raz dziennie). Kapusta czerwona to skuteczne remedium na anemię, obrzęki, niską odporność, słabe włosy i paznokcie. Właściwości lecznicze kapusty czerwonej – ciągle niedocenianej na naszych stołach –  swój kolor zawdzięcza antocyjanom, czyli najsilniejszym przeciwutleniaczom, które zapobiegają nowotworom. Jest wyjątkowo bogata w tiaminę, czyli witaminę B-1. Z kolei kapusta kimchi kiszona z papryczką chili zawiera kopsaicynę, alkaloid, który również ma właściwości antynowotworowe. Dlatego kiśmy i jedzmy systematycznie kapustę kiszoną, szczególnie teraz, jesienią i zimą

Warsztaty w „Zielonej Dolinie”

Właśnie zakończył się kolejny turnus 10 dniowych oczyszczających (odtruwających), rewitalizujących i odchudzających warsztatów makrobiotycznych z „Zielonej Dolinie”. Jak zwykle, było wspaniale. Grupa nie była liczna, ale była zdyscyplinowana i sumiennie realizowała codzienne zalecenia. Podstawą takiej terapii jest odpowiedni sposób odżywiania i picia, a także ruch w każdej postaci i praca z oddechem oraz z umysłem. Dwa ostatnie turnusy 10 dniowych warsztatów  (wrześniowy i październikowy) były skupione na chorobie nowotworowej i to był strzał w dziesiątkę. Ciągle ta choroba paraliżuje przede wszystkim nasz umysł. Ciągle się jej panicznie boimy. W większości przypadków rak – który pojawia się  w naszym życiu –  to wyrok. A nie powinno tak być. Oto słowa Georgesa Ohsawy:  Nie ma choroby, której możnaby łatwiej uniknąć od raka. Nie jest to również choroba najtrudniej uleczalna, jeżeli w porę powróci się do najbardziej elementarnej oraz naturalnej metody jedzenia i picia. Podczas 10 dniowych warsztatów makrobiotycznych uczymy jak jeść i pić, aby zapobiegać i leczyć się z choroby nowotworowej.

A teraz będzie o cudownym, 42 dniowym,  chlebku, JOLI, właścicielki „Zielonej Doliny”. Czterdzieści parę dni temu upiekła Jola chleb z mąki razowej na zakwasie i … zapomniała o nim. Leżał on gdzieś tam zapomniany i nagle pojawił się na naszych warsztatach. Trochę go odświeżyłem i pokrojony trafił na stół w ostatni wieczór naszych warsztatów. Był – obok innych atrakcyjnych potraw – królem wieczoru, bo zasługiwał na to. JOLU jesteś wielka.