Centrum Terapii Żywieniem

CENTRUM  TERAPII  ŻYWIENIEM to nowe przedsięwzięcie Szkoły Żywienia Naturalnego. To ośrodek i nowy podmiot gospodarczy. Nazwa – Centrum Terapii Żywieniem – ma jednoznacznie nawiązywać do tego, co będzie głównym nurtem działalności takiego ośrodka, czyli tworzenie zdrowia poprzez naturalne odżywianie, filozofię  i styl życia. Jestem przekonany, że terapie oparte na naturalnie uprawianej żywności to przyszłość nie tylko lecznictwa i medycyny, ale także szeroko pojętego świata ekonomiczno-społeczno-politycznego. Bez powrotu do naturalnie uprawianej żywności ludzkość nie przetrwa, bo przetrwać nie może. Coraz więcej ludzi jest  zainteresowana profilaktyką, a nie leczeniem z chorob. Ilość chorób i chorujących na poszczególne choroby jest tego widocznym przykładem (od początku XX wieku cały czas liczba chorób i chorujących rośnie). A będzie jeszcze gorzej. Powrót do naturalnie uprawianej żywności to nie tylko powrót do zdrowia CZŁOWIEKA i LUDZKOŚCI, ale także CAŁEGO NATURALNEGO ŚRODOWISKA. Centrum Terapii Żywieniem to  miejsce, które będzie oferować konkretne usługi (indywidualne konsultacje, indywidualna nauka gotowania itd.), kursy, warsztaty, seminaria i wykłady i produkty (sklep, a w nim produkty spożywcze, książki, płyty wideo i audio z wykładami, szkoleniami, kursami i warsztatami itp.).

Pakiet onkologiczny – smutny obraz klasycznej medycyny

W nowy rok, 2015, wchodzimy zapętleni – jak co roku zresztą – w lekarskie protesty. Porozumienie Zielonogórskie tym razem straszy nas nieefektywnym „pakietem onkologicznym”. Co to za twór ten Pakiet onkologiczny? Przyjrzyjmy mu się trochę. Otóż pakiet onkologiczny to ma być rewolucja, a polega na tym, że od nowego roku (2015) w leczeniu raka przestają obowiązywać finansowe limity (teoretycznie, oczywiście). Pakiet został stworzony przez najlepszych ekspertów od raka w naszym kraju. Strategię walki z rakiem tworzyli m.in. prof. Jacek Jassem, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego i szef Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, a także prof. Krzysztof Warzocha, szef Warszawskiego Centrum Onkologii. Pakiet onkologiczny ma – teoretycznie, oczywiście – przyspieszyć wykrywanie chorób nowotworowych. Założenie jest bardzo proste: rak jest wpisany w nasze życie i ustrzec się go niepodobna.  Jedyne co może zrobić świat medycyny to wcześnie go wykryć i wtedy jest szansa, żeby wyjść z tej choroby (teoretycznie, oczywiście). Czyli od lat klepie się to samo i nie zmieniono nic w podejściu do samej choroby zwanej rakiem, czyli ciągle zakłada się, że rak (choroba nowotworowa) przychodzi nie wiadomo skąd i można z nią tylko walczyć, czyli leczyć. A jedyną profilaktyką jest wczesne wykrycie choroby. Żadna inna profilaktyka nie istnieje. Dlatego pakiet onkologiczny wprowadza tzw. „Zieloną Kartę”, która będzie uprawniała do „wejścia boczną furtką w system ochrony zdrowia”.  Taką kartę będzie mógł wystawić lekarz pierwszego kontaktu. Chorzy z taką kartą mają być pierwsi w kolejce. Każde takie wejście będzie powodowało, że inni pacjenci będą „drudzy”.  Chorzy na inne, tak samo poważne, choroby, np. choroby serca, cukrzycę, RZS itd. będą zmuszeni „przepuszczać” w kolejce bardziej chorych na raka. To jest droga donikąd. W tym sporze nikt nie ma racji ani minister Arłukowicz, ani Porozumienie Zielonogórskie, ani wreszcie specjaliści onkolodzy. A kto ma rację? Cdn.

Święta bez zabijania

Proponuję, aby tegoroczne Święta były bezmięsne. Rok ma 365 dni, nawet jeżeli spożywamy mięso codziennie lub kilka razy dziennie, to czy jedna kolacja (wigilia) i 2 dni świąt bez mięsa będą stanowiły jakiś problem. Dość obżerania się na święta. Słynne polskie: zastaw się a postaw się –  dziś nie ma żadnego uzasadnienia. Kiedyś ludzie niedojadali przez cały rok, przed świętami pościli (dosłownie głodowali) i 2 dni obfitego i wykwintnego jedzenia miało swoje uzasadnienie. Ale nie dziś. Od kiedy pamiętam dwa największe święta chrześcijańskie i  katolickie były związane z cierpieniem i zabijaniem. Sam jestem katolikiem, ale nie praktykuje, m.in. – przez to zabijanie. Piąte przykazanie jednoznacznie mówi: NIE ZABIJAJ. I nie prawdą jest, że tyczy się to tylko ludzi. To dotyczy również zwierząt. Dlaczego dwa następne przykazania (6 i 7, czyli NIE CUDZOŁÓŻ I i NIE KRADNIJ)  są jednoznacznie interpretowane. A ZABIJAJ –  ma dotyczyć tylko człowieka. Nigdy nie mogłem zrozumieć (od kiedy pojąłem, że można żyć bez mięsa), jak można kochać, przytulać i hołubić pieska, kotka i świnkę morską, aby za chwilę usiąść przy stole i jeść ciała ich pobratymców. Wszystkim, którzy mają jeszcze wątpliwości polecam wiersz Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej: Do mięsożerców. Życzę miłego, bezmięsnego biesiadowania na święta Bożego Narodzenia.

Kiśmy kapustę

Jeszcze jest czas na kiszenie kapusty. Można śmiało kisić kapustę samą lub z różnymi dodatkami. W tym roku trochę poeksperymentowałem i ukisiłem kapustę białą z selerem, czarną rzepą, marchewką i pestkami słonecznika, kapustę czerwoną, z czarną rzepą, wodorostami wakame i pestkami dyni, kapustę białą z tartą dynią i pestkami dyni i kapustę kimchi, czyli kapustę pekińską z różnymi warzywami i papryczką chili. Kiszona kapusta dostarcza sporo witamin z grupy B (B-1, B-2, B-3), które zwiększają przyswajalność żelaza regulują metabolizm i ułatwiają trawienie białek, tłuszczów i węglowodanów. Kapusta kiszona jest dobrym źródłem minerałów, np.: magnezu, wapnia, fosforu, potasu. Nie ma nic lepszego na oczyszczanie wątroby, jak właśnie taki naturalny specyfik w postaci kiszonej kapusty z czarną rzepą, którą można i powinno się spożywać często, ale w niezbyt dużych ilościach (1-2 łyżki do posiłku raz dziennie). Kapusta czerwona to skuteczne remedium na anemię, obrzęki, niską odporność, słabe włosy i paznokcie. Właściwości lecznicze kapusty czerwonej – ciągle niedocenianej na naszych stołach –  swój kolor zawdzięcza antocyjanom, czyli najsilniejszym przeciwutleniaczom, które zapobiegają nowotworom. Jest wyjątkowo bogata w tiaminę, czyli witaminę B-1. Z kolei kapusta kimchi kiszona z papryczką chili zawiera kopsaicynę, alkaloid, który również ma właściwości antynowotworowe. Dlatego kiśmy i jedzmy systematycznie kapustę kiszoną, szczególnie teraz, jesienią i zimą

Warsztaty w „Zielonej Dolinie”

Właśnie zakończył się kolejny turnus 10 dniowych oczyszczających (odtruwających), rewitalizujących i odchudzających warsztatów makrobiotycznych z „Zielonej Dolinie”. Jak zwykle, było wspaniale. Grupa nie była liczna, ale była zdyscyplinowana i sumiennie realizowała codzienne zalecenia. Podstawą takiej terapii jest odpowiedni sposób odżywiania i picia, a także ruch w każdej postaci i praca z oddechem oraz z umysłem. Dwa ostatnie turnusy 10 dniowych warsztatów  (wrześniowy i październikowy) były skupione na chorobie nowotworowej i to był strzał w dziesiątkę. Ciągle ta choroba paraliżuje przede wszystkim nasz umysł. Ciągle się jej panicznie boimy. W większości przypadków rak – który pojawia się  w naszym życiu –  to wyrok. A nie powinno tak być. Oto słowa Georgesa Ohsawy:  Nie ma choroby, której możnaby łatwiej uniknąć od raka. Nie jest to również choroba najtrudniej uleczalna, jeżeli w porę powróci się do najbardziej elementarnej oraz naturalnej metody jedzenia i picia. Podczas 10 dniowych warsztatów makrobiotycznych uczymy jak jeść i pić, aby zapobiegać i leczyć się z choroby nowotworowej.

A teraz będzie o cudownym, 42 dniowym,  chlebku, JOLI, właścicielki „Zielonej Doliny”. Czterdzieści parę dni temu upiekła Jola chleb z mąki razowej na zakwasie i … zapomniała o nim. Leżał on gdzieś tam zapomniany i nagle pojawił się na naszych warsztatach. Trochę go odświeżyłem i pokrojony trafił na stół w ostatni wieczór naszych warsztatów. Był – obok innych atrakcyjnych potraw – królem wieczoru, bo zasługiwał na to. JOLU jesteś wielka.

Jesień – to czas kiszenia warzyw

Kiszone warzywa to fenomen i wspaniały przykład współpracy człowieka z Naturą: konserwuje się i wzbogaca pokarmy, nie zużywając przy tym energii. Ponadto czyni się pokarmy łatwiej strawnymi, tworzy nowe smaki: pokarm taki jest bardziej odżywczy, emanuje specyficzną energią, wzbogacany jest w nowe witaminy, makro- i mikroelementy.

Co powstrzymuje  bakterie chorobotwórcze przed inwazją na Twój organizm? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne.  

Co wspomaga prawidłowy metabolizm Twojego organizmu? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne

Co wzmacnia jelita, obkurcza je i powoduje , że są sprawne? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne

Co tak skutecznie wzmacnia system odpornościowy (immunologiczny)? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne

Co tak skutecznie powoduje przyswajanie  pełnych ziaren zbóż i grubych kasze? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne

Co chroni jelito grube przed patogenami zawartymi współcześnie w konwencjonalnej  żywności? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne

Co powstrzymuje procesy gnilne w naszych jelitach? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne

Co powoduje, że to co zjadamy w 100 proc. przekłada się na doskonałe asymilowanie  składników pokarmowych? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne

Co jest najbardziej aktywną ochroną przed zewnętrzni toksynami zatruwającymi nasz organizm? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne

Co skutecznie niszczy wolne rodniki, będące przyczyna wielu najgroźniejszych chorób? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne

Co dostarcza naturalnych i niezbędnych minerałów naszemu organizmowi  chroniąc go, m.in. przed osteoporozą, osteopenią i próchnicą? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne

Co sprawia, że mamy zawsze odpowiednią ilość witaminy C w naszym organizmie? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne

Co wiąże i skutecznie usuwa toksyny zatruwający Twój organizm? Naturalne kiszonki – bo zawierają minerały, witaminy oraz bakterie probiotyczne

CHROŃ SWOJE ZDROWIE I ŻYCIE W SPOSÓB PROSTY I NATURALNY

Przetwory na zimę

Powidła śliwkowe – podstawą takich powideł są śliwki węgierki lub inne – 8 kg, 2 kg słodkich gruszek i 1 kg aronii. Owoce myjemy i po wypestkowaniu śliwek oraz usunięciu gniazd nasiennych gruszek mielimy  w tzw. maszynce do mięsa (najlepiej ręcznej). Tak przygotowane owoce wkładamy do garnka, dodajemy płaską łyżkę soli nierafinowanej morskiej i smażymy (gotujemy) na mały ogniu przez pierwsze dwa dni pod przykryciem przez ok. 2-3 godz.. A następnie przez dwa dni odkryte w celu odparowania (również 2-3 godz.). Gdy powidła się zagęszczą i przybiorą ciemną barwę (efekt jangizowania) przekładamy je jeszcze gorące do wyparzonych słoików, zakręcamy, odwracamy do góry dnem i pod przykryciem trzymamy do wystygnięcia.. Kiśmy także ogórki – kiszenie, czyli fermentacja mlekowa to dar Natury. Przepisu nie podaję,  bo któż z Polaków nie potrafi ukisić ogórków. Wszyscy to potrafimy i robimy to od pradziejów. My – Polacy – kisiliśmy ogórki nawet wtedy, kiedy ich jeszcze nie byłoJ. Ale są dwie tajemnice, bez których trudno uzyskać smaczne i jędrne kiszone ogórki. Pierwsza tajemnica to ta, że ogórki powinny przed kiszeniem być moczone w ziemnej wodzie. Szczególnie jeżeli mamy suche lato. Drugą tajemnicą jest kiszenie w określone dni, a konkretnie w dni kwiatowe lub owocowe. Wystarczy zaopatrzyć się w kalendarz biodynamiczny (można kupić lub poszukać w Internecie). A w nim są podane dni korzeniowe, liściowe, kwiatowe i owocowe. Kiszenie kapusty – żywienie naturalne wymaga, abyśmy większość produktów sami wytwarzali w domu. Kisząc kapustę zapewniamy sobie najwyższej jakości, naturalnie fermentowany produkt. W tym celu musimy zaopatrzyć się w garnek gliniany (najlepiej ok. 10 litrowy), 3-4 główki kapusty, 5-6 marchewek, pieprz w ziarnkach i dobrą sól. A także w ziele angielskie, listek laurowy, kminek i gorczycę. Kapustę drobno tniemy (taką ilość możemy pociąć nożem), im drobniej, tym lepiej, marchewkę trzemy na tarce i mieszamy z kapustą w dość pojemnej misce, solimy (na 10 kg kapusty dajemy ok.15-20 dag soli). Dodajemy przyprawy (30 ziaren pieprzu, 15 ziela angielskiego, 1-2 łyżki gorczycy. Oraz łyżkę kminku i 4 listki laurowe. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy i pozostawiamy na ok. 40-50 min, aby kapusta puściła soki, następnie przekładamy do garnka, ubijamy drewnianą pałką lub pięścią (deptać się nie da, choćby się chciało). Na wierzch kładziemy w miarę dopasowany drewniany krążek (może być talerzyk). Całość obciążamy wymytym i wyparzonym kamieniem. Stawiamy w pomieszczeniu o średniej temperaturze (18 st. C.). Po 6-8 dniach kapustę nakłuwamy kilkanaście razy drewnianym kijem, dzięki temu zabiegowi pozbywamy się nadmiaru gazów fermentacyjnych, które psują smak kiszonki. Po ok. 10-14 dniach kapusta jest ukiszona. Smacznych przetworów zimą życzę.

 

Boćwina – jak się to je?

Boćwina, czyli burak liściowy, niegdyś był powszechnie uprawiany w Polsce. W wielu krajach zachodnich do dziś jest spożywany w dużych ilościach. Burak liściowy jest protoplastą całej rodziny buraków, czyli buraka korzennego z jego odmianami na: ćwikłową, pastewną i cukrową. Boćwina znana była już 2000 lat p.n.e., a jego liście wykorzystywano w celach leczniczych w Grecji, Rzymie, Babilonii i Mykenach. Najwcześniej zaczął być uprawiany w południowych Włoszech, skąd trafił do Szwajcarii, Niemiec i Francji, a także do Polski. Niestety, współcześnie, w Polsce, boćwina jest bardzo rzadko uprawiana, a jeszcze rzadziej spożywana. Przeciętny Polak nie rozróżnia np. botwinki od boćwiny. Kilka lat temu chciałem kupić nasiona boćwiny w jednym z renomowanych sklepów z nasionami w Gorzowie Wlkp. Pani sprzedawczyni i jeszcze trzy panie z kolejki zaczęły mnie uświadamiać, że mówi się botwina, a nie boćwina. A botwina to pęczek młodych buraczków ćwikłowych wraz z liśćmi. Boćwina natomiast jest burakiem liściowym. Inne nazwy tego ciekawego, zdrowego i smacznego warzywa to mangold, kapusta rzymska i burak szpinakowy. Boćwina nie wytwarza korzenia, tylko duże i pokarbowane liście z ogonkami. Ogonki spożywa się jak szparagi, a liście można spożywać na surowo w sałatkach i surówkach, można dodawać do bulionów, zup i innych potraw na gorąco, np. leczo, gulaszu, bigosów itd. Bardzo smaczna jest boćwina przyrządzana jak szpinak. Można ją też kisić, doskonała jest jako składnik letnich pikli, czyli szybkich kiszonek. Liście boćwiny zawierają dużo białka. Jest ono bardzo wartościowe, gdyż jego wchłanianie wspierane jest prowitaminą A, w którą boćwina jest także zasobna. Jest doskonałym warzywem dla diabetyków, bo zawiera dużo węglowodanów złożonych. Jest to warzywo niskokaloryczne i jest źródłem kwasu foliowego i błonnika. Boćwinę polecam: dzieciom, dorosłym i osobom starszym, kobietom w ciąży i karmiącym, wszystkim chorym i niedomagającym. To warzywo jest wyjątkowe i szkoda, że zapomnieliśmy o nim.

Borelioza – o co w tym wszystkim chodzi?

Kleszcze, które wysysają życie. Leśni krwiopijcy i zabójcy wyszli z lasu i polują teraz na działkach, parkach i miejskich skwerach na ludzi.  Choroba o wielu obliczach, która totalnie niszczy nasz organizm i z dnia na dzień może zrujnować ci zdrowie. Od 2 – 4 lat ciągle słyszymy takie opinie o chorobie zwanej boreliozą, która najczęściej jest roznoszona przez kleszcze, które po ugryzieni wszczepiają nam bakterie zwane krętkami. Borelioza porównywalna jest dziś z epidemią chorób nowotworach – czyli zachorowanie na nią to strach, cierpienie, wyniszczenie i unicestwienie. Takie jest stanowisko klasycznej medycyny, farmaceutyki i ich tuby propagandowej, jaką są współczesne media. A jak jest naprawdę? Posłuchajcie. W czasach moje młodości, czyli 35 – 45 lat temu wyprawy do lasu (mieszkałem na wsi), były czymś tak oczywistym, jak to, że musimy oddychać, w nocy spać, a w dzień uczyć się i pracować. Od maja nawet do końca listopada chodziliśmy do lasu, aby zbierać różne naturalne wspaniałości lub, po prostu, aby obcować z Naturą. Każdy powrót z lasu, szczególnie latem, to były również swoiste zawody…, kto przyniesie na sobie więcej kleszczy. Nie zdarzyło mi się, podobnie, jak mojemu rodzeństwu i kolegom, aby przynajmniej w co drugim wypadzie nie przynieść ze sobą 1 – 3 kleszczy. Po każdym takim wypadzie bardzo dokładnie oglądaliśmy własne ciała i usuwaliśmy kleszcze wyrywając je szybkim ruchem ze skóry. Proszę mi wierzyć, jak zbyt długo nie mieliśmy kleszczy – to byliśmy bardzo zawiedzeni. Dziś mówi się, że co piąty kleszcze jest nosicielem bakterii. To ja się pytam, czy 30 lat temu były inne kleszcze i inne bakterie, zwane krętkami. Dlaczego 20 lat temu nikt nie słyszał o tej chorobie, a dziś mówi się, że ponad milion Polaków zakaża się boreliozą. Odpowiedź może być tylko jedna: SYSTEM ODPORNOŚCIOWY. To on decyduje i decydował, że ponad 20 lat temu prawie nikt nie chorował na tę chorobę. Dziś jemy chemię, pijemy chemię i oddychamy chemią. Siedzimy w mieszkaniach, domach, biurach i fabrykach w smogu elektromagnetycznych. Nieświadomość, co jeść, pić i jak żyć jest porażająca. Bardziej udajemy, że żyjemy i nie wińmy za chorobę zwaną boreliozą kleszczy i bakterii zwanej krętkiem, ale naszą bezrozumność, czyli mówiąc prościej GŁUPOTĘ.

Dary lata – dyniowate odmian letnich

Lato to pora roku najbardziej ekspansywna i najcieplejsza. Latem cała przyroda, wszystkie rośliny i zwierzęta żyją pełnią życia. To w tej porze roku rozpoczyna się okres władzy Słońca i ciepła. Lato, to pełny rozkwit, poczucie pełni i piękna, czas największych osiągnięć, to wtedy osiągamy szczyty możliwości. Słońce, źródło życia, jasności i ciepła pobudza do optymalnej aktywności uśpione zimą wzajemne i powszechne oddziaływanie wszystkiego ze wszystkim, rozbudzone wiosną, latem osiąga pełnię swych możliwości. To dlatego przyroda latem przypomina jeden wielki ul, wśród brzęczenia owadów, śpiewu ptaków i rozkwitających licznych kwiatów świat emanuje dostojeństwem, dorosłością i swoistą, pierwotną i dojrzałą mądrością. Okres lata to ciągłe zbiory warzyw, owoców, ziół i zbóż. Latem zbieramy bardzo smaczne i zdrowe warzywa z rodziny dyniowatych, tak zwane potocznie dyniowate odmian letnich, a nalezą do nich: ogórek, kabaczek, cukinia i patison. Te warzywa – oprócz ogórka, który jest doceniany i spożywany od zawsze – coraz częściej są uprawiane i doceniane w Polsce. Do letnich dyniowatych należą także melon i arbuz, które – choć można je również uprawiać w naszym klimacie – są zazwyczaj przywożone do naszego kraju z cieplejszych rejonów Europy i świata.  Z letnich dyniowatych najbardziej znany jest ogórek, który my – Polacy –  lubimy i powszechnie spożywamy. Nie ustępują mu w niczym pozostałe dyniowate, a już szczególnie cukinia, która w kuchni ma o wiele szersze zastosowanie niż ogórek. Cukinię można spożywać na surowo np. do kanapek, może być składnikiem letnich surówek i sałatek. Z cukinii sporządza się doskonałe zupy (np. kremowe), a także leczo, gulasze i bigosy. Doskonała jest cukinia faszerowana. A cukinia ukiszona (małosolna) bije na głowę kiszone ogórki małosolne. Podobne zastosowanie mają kabaczek i patison. Cieszmy się z tych smacznych i zdrowych warzyw i jedzmy je teraz, latem – bo to ich czas.